Posty

Wyświetlanie postów z 2018

Mechanizmy obronne

Ktoś był w mojej fortecy. Zakradł się niepostrzeżenie. . . Jak to w ogóle możliwe? To mój podstępny demon nie zamknął drzwi, wręcz zostawił je uchylone. Jeszcze włączył światło, żeby ktoś mógł dostrzec i znaleźć ją, wejść bez pukania. I wszedł ktoś. Po cichu. Stanął za mną i zdjął ze mnie kawałek mojej stalowej zbroi, która tworzyłam miesiącami, żeby mnie chroniła. Potem dotknął ręką mojego nagiego ramienia. Na odchodnym jeszcze dodał, że będzie mnie po kawałku z niej rozbierał. I zniknął. Czułam złość i wstyd. Bo po co były te wszystkie fortyfikacje dookoła, ta zbroja, te wszystkie zabezpieczenia... Tak było bezpiecznie siedzieć i z wysokości obserwować to wszystko co dzieje się dookoła. Obserwować, ale nie uczestniczyć. A jeśli kiedyś trzeba było... To wychodziło się za mury w zbroi. Nikt nie mógł mnie tknąć. I teraz ktoś bezczelnie wchodzi i oświadcza co oświadcza. Dlaczego właśnie do mnie przyszedł? Na mnie się uwziął? A może to jest tak, że to demon znów po partyzancku podsunął...

Głód

To jest coś pod skórą. Rośnie niepostrzeżenie i bezboleśnie jak obca istota w Twoim wnętrzu. Śpiąca. Utajona. Powoli zaczyna Ci ciążyć. Zaczynasz ją odczuwac, gdy się przeciąga w Twoim wnętrzu... Rosnący w siłę demon. Zaczynasz sobie zdawać sprawę z jego istnienia. A on chce pożywienia. Coraz bardziej daje o sobie znać. Czasem patrzysz jego oczami na tych jakże pociągających mężczyzn. Nieważne czy to ktoś w kolejce w sklepie, kolega z pracy, czy Twój dentysta... Wyobraźnia robi swoje. Wędruje po ciemnych ścieżkach żądz i pragnień. I także po tych mroczniejszych, gdzie przyjemność miesza się z bólem. Aż w końcu wiesz że musisz nakarmić ta bestie, bo inaczej przejmie nad Tobą kontrolę, będzie siać zniszczenie w Twoim życiu. Ale bestie trzeba karmić mądrze i mądrze wybierać dla niej pożywienie. W tym tkwi cała trudność by znaleźć tą właściwą osobę gotowa nakarmić Twoje demony i jednocześnie nie zniszczyć Ciebie samej. Więc pojawiają się kandydaci... Jeden... Drugi... Trzeci... Demon...

On tańczy dla mnie czyli szaleństwa andrzejkowej nocy

Kiedy już dawno nie zrobiło się nic głupiego i szalonego, kiedy przypadkiem ma się wolną chatę, kiedy jeszcze okazuje się do tego, że jest to andrzejkowy wieczór... może zdarzyć się dosłownie wszystko :) Więc zaczyna się całkiem niewinnie od pokazywania cycków na kamerce na jednym z portali erotycznych...potem polewanie się woskiem...koleżanka podpuściła... ona też ogląda pokaz w towarzystwie kilkunastu internetowych koniojebców, których sukcesywnie ignoruję. No może jeden jest dość normalny i kulturalny. Wiec jak koleżanka ucieka spać, ja kontynuuję z nim rozmowę i nagle, tak nie wiadomo kiedy ląduję z nim na transmisji prywatnej i patrzę na jego cudowną, owłosioną męską klatę. Trwa miła rozmowa zakłócana przez opóźnienie w transferze...ale ja wpatruję się w tą klatę w rozpiętej białej koszuli...potem okazuje się, ze ma na twarzy wenecką maskę i kowbojski kapelusz. Szaleństwo jakieś! Do tego broda jak u Chucka Norrisa, odpalony papieros w zębach i zaczynam wariować. Gdzieś mi podśw...

Piękna i Bestia

Podczas świątecznych porządków znalazłam w szufladzie moje stare opowiadania jeszcze z liceum. Bo pisałam...pisałam od kiedy nauczyłam się liter. A zanim nauczyłam się liter mając 4 latka układałam już rymowane piosenki... Potem zapisywałam na kartkach, w zeszytach, aż w końcu na starej maszynie do pisanie przyniesionej z hurtowni przez tatę. Więc znalazłam opowiadania. Jedno z pierwszych było przeróbką klasycznej disnejowskiej bajki "Piękna i Bestia". Nie wiem czemu akurat ta bajka, w której dziś niektórzy dopatrują się opowieści o syndromie sztokholmskim, zapadła mi w pamięć. Inne dziewczynki wolały się utożsamiać z Kopciuszkiem albo inna równie nudną królewną, która ugania się za cukierkowo słodkim księciem. Ja wolałam Bestię - brzydala o nadludzkiej sile i wysokim poziomem agresji. W moim opowiadaniu miejsce Bestii zastąpił sam Diabeł. Oczywiście był wątek wskrzeszenia pewnej młodej dziewczyny, uprowadzenia jej do bram piekieł i zmuszania do zamążpójścia. Ona nie chciał...

Dzień piąty

Nie muszę czuć woni alkoholu, żeby wiedzieć, że pije. Wystarczy kilka subtelnych szczegółów, charakterystyczne spojrzenie, ton głosu. Widzę to nawet zanim zacznie pić. W końcu mam wprawę - ja, żona alkoholika z dziesięcioletnim stażem. Nie trzeba pustych butelek poustawianych po kątach żeby wiedzieć, że pije. Wystarczy to, że nie przychodzi na górę do sypialni, że jedzenie przestało znikać z lodówki, że telewizor włączony jest nieco głośniej niż zwykle. Wtedy m wyłącza się z naszego wspólnego świata i ja zostaję sama. Wiem już, że muszę poustawiać wszystkie sprawy tak, jakby go nie było w domu. Załatwić sąsiadkę, żeby odbierała dziecko z przystanku, moją matkę by zajęła się drugim dzieckiem, zadzwonić do przedszkola, zadzwonić do fundacji, poodwoływać zajęcia na które nie będzie miał je kto zawieźć. Robię to już niejako beznamiętnie. Jakby po prostu pozmieniały się plany. Jakby szanowny m miał wyjazd służbowy albo na małą chwilę przestał istnieć, zamienił się w mebel o który się poty...

Świat zwariował

Świat zwariował. Właściwie to ja zwariowałam w całkiem normalnym świecie. A przecież powtarzałam to sobie, że "czasem trzeba zrobić coś szalonego żeby nie zwariować" . Otóż właśnie w tym problem: dawno nie zrobiłam niczego szalonego. Niczego co zapewniłoby równowagę mojej psychice, mojej dwoistej osobowości. Miotam się jak dzikie zwierzę w klatce. I niestety mój demon powoli zaczyna prześwitywać pod cienka maską, którą noszę na twarzy. Rozpycha się i zaczyna być widoczny. Jest głodny. Chwilami nawet przejmuje kontrolę. Bardzo go nie lubię, choć wiem, że jest częścią mnie i czasami bardzo się przydaje. Teraz jednak jest go za dużo. Często wybucham złością i klnę ostatnio jak szewc nie ważąc na towarzystwo, w którym się znajduję. Oczywiście dostałam też +100 punktów do odwagi. To akurat się przydaje. Ale emanowanie wyuzdaną seksualnością na prawo i lewo zaczyna być kłopotliwe, bo dajmy na to gdy klient po 70 zaczyna Cię podrywać robi się niesmacznie. Dodaj do tego kolegów co c...